Pewnego spokojnego popołudnia matka patrzyła, jak jej córka otwiera swoje ulubione lody czekoladowe – codzienny rytuał, który zazwyczaj przynosił radość i ukojenie po szkole. Na pierwszy rzut oka lody wyglądały idealnie. Rożek był chrupiący, czekoladowa polewa lśniła, a znajomy słodki zapach wypełniał pokój. Dziewczynka z uśmiechem odgryzła kilka pierwszych kęsów, delektując się smakołykiem, który tak bardzo kochała. Nagle jej wyraz twarzy się zmienił. Zamarła, wpatrując się w swoje lody, a jej głos drżał, gdy zawołała mamę. Coś było nie tak.
Początkowo matka założyła, że to coś niegroźnego, może twardy kawałek karmelu albo kawałek papieru, który przypadkowo się wmieszał. Uspokoiła córkę i nachyliła się, żeby się temu przyjrzeć. Ale gdy córka ostrożnie wyjęła przedmiot, pewność siebie matki zniknęła. Z miękkich, rozpływających się lodów wyłonił się mały, nieomylny kształt, który wyglądał jak skorpion. Przez chwilę żadne z nich się nie poruszyło. Radosne popołudnie zamieniło się w upiorne. Dziewczynka upuściła łyżeczkę, a matka poczuła falę niedowierzania i strachu.