Był uwięziony między dwoma światami. Był nieustannie obserwowany, nakazywano mu pracować tylko w pobliżu głównego domu. Wiedział, że ucieczka jest teraz niemożliwa, nie wtedy, gdy Elellanena uczyniła go centrum swojej pokręconej wizji. Pewnego wieczoru, gdy niebo przybrało głęboki pomarańcz, Elellanena wezwała Maryanne do gabinetu. Na biurku leżał jej skórzany dziennik, którego strony były wypełnione starannym pismem.
"Daj spokój," powiedziała. Maryanne zawahała się, po czym otworzyła książkę. Słowa matki patrzyły na nią z powrotem. Nowa linia musi się rozpocząć. Moje córki to poniosą za siebie. Josiah będzie naczyniem odnowy. Jej ręce zaczęły się trząść. Mamo, nie możesz tego mówić poważnie. Elellanena wstała, jej twarz blada i zimna. Już się zaczęło, powiedziała cicho.
Witfieldowie nie zostaną zapomniani. Maryanne cofnęła się, jej głos się załamał. Niszczysz nas. Wyraz twarzy Elellaneny się nie zmienił. Nie, kochanie. Ratuję nas. Gdy Maryanne uciekła z pokoju, pobiegła prosto do kwater służby. Znalazła Ruth i wyszeptała przez łzy. Ona oszalała. Wykorzysta go. "Wykorzysta nas wszystkich," Ruth położyła drżącą dłoń na jej ramieniu. "Dziecko," powiedziała cicho.
"Lepiej znajdź wyjście stąd." "Bo twoja mama już sprzedała duszę diabłu. Tej nocy grzmot rozległ się nad plantacją, a deszcz zaczął mocno padać na stare białe kolumny. W wielkim domu Elellanena Whitfield siedziała samotnie przy biurku, pisząc ostatnią linijkę w swoim dzienniku: "Nasiono zostało wybrane.
Przyszłość jest blisko." Jeśli chcesz wiedzieć, co się stanie, gdy Josiah w końcu zbuntuje się przeciwko pokręconemu planowi wdowy i jak Maryanne ryzykuje wszystko, by ją powstrzymać, śledź eksperyment z wdową w Georgii. Subskrybuj, polub i udostępnij, aby śledzić kolejny rozdział tej przejmującej, inspirowanej prawdziwą historią historii. Deszcz, który przemoczył plantację Witfieldów, trwał 3 dni.
Gdy słońce wróciło, wydawało się to inne miejsce – ciche, ciężkie i zmienione. Robotnicy na polu szeptali, obawiając się, że ich słowa mogą roznieść się w powietrzu i dotrą do uszu pani. Nadzorca całkowicie unikał głównego domu, twierdząc: "Panna Witfield nie potrzebuje już mężczyzny, który mówi jej, co jest słuszne.
"Ale wtedy wszyscy znali prawdę. Coś było nie tak w tej rezydencji. Elellanena Whitfield przestała chodzić do kościoła. Jej córki już nie odwiedzały miasta. Kaznodzieja przyszedł do nich raz. Wyszedł blady i milczący, z Biblią mocno przytuloną do piersi, a Josiah, wysoki mężczyzna w centrum szeptów, stał się duchem przemierzającym posiadłość.
Mężczyźni go szanowali. Kobiety go obsadziły, a pani obserwowała go jak jastrząb. Nauczył się trzymać wzrok nisko, usta zamknięte, a ducha głęboko zakopanego. Ale w środku coś zaczynało się palić. Pewnej nocy, gdy światło księżyca wpadało przez wysokie okna dużego domu, Maryanne cicho wślizgnęła się do gabinetu, a skórzany dziennik leżał otwarty na biurku, jakby na nią czekał.
Przeczytała najnowszy wpis swojej matki, napisany perfekcyjnym atramentem. Krew musi się mieszać. Linia musi zostać odnowiona. Jestem wybrany, by to tak zrobić. Mary Anne poczuła, jak pokój się przechyla wokół niej. Przycisnęła dłoń do ust, by nie krzyczeć. Nie zauważyła matki stojącej w drzwiach. Głos Elellaneny był ostry i zimny.
Czytasz to, co do ciebie nie należy. Maryanne odwróciła się, serce waliło jej jak oszalałe. To, co robisz, to szaleństwo. Matka podeszła bliżej, światło świecy migotało na jej twarzy. Szaleństwo, powiedziała cicho. Jaki cel? Jesteś za młody, by zrozumieć, co znaczy zbudować coś, co przetrwa. Maryanne cofnęła się. Nie możesz go wykorzystać, mamo.
To człowiek, nie zwierzę. Dłoń Elellaneny uderzyła ją w twarz, zanim zdążyła dokończyć. Uderzenie rozległo się echem po całym domu. "Dość, syknęła Elellanena." "Zrobisz, co mówię. Będziesz słuchać." Oczy Maryanne napełniły się łzami, nie z bólu, lecz z przerażenia uświadomienia sobie, że matka naprawdę wierzy, iż wykonuje dzieło Boże.
Tej nocy pobiegła do kwater służby, zdesperowana. Znalazła Josiaha siedzącego samotnie, ostrzącego stare ostrze używane do cięcia trzciny. Nie przestanie, wyszeptała Maryanne. Ona straciła rozum. Chce narzucić nam wszystkim tę potworność. Josiah powoli podniósł wzrok. Wiem, Maryanne zawahała się. To musimy wyjść, pokręcił głową.
Będą nas ścigać. Facet taki jak ja nie może po prostu odejść. Ale jeśli zostaniemy, powiedziała, zniszczy wszystkich. Moje siostry, ty. Josiah spojrzał na nią z cichym smutkiem. Może więc czas, żeby ktoś ją powstrzymał. Przez dłuższą chwilę żadne z nich nie odezwało się słowem. Noc była gęsta od świerszczy i odległych grzmotów. Wtedy Maryanne powiedziała cicho: "Jeśli spróbujesz, zabije cię.
" Josiah uśmiechnął się słabo, smutno. " Może, ale przynajmniej umrę stojąc." Następnego ranka plotki zaczęły rozchodzić się poza plantację. Handlarz w Mon powiedział, że słyszał dziwne rzeczy o wdowie po Witfieldzie, że straciła rozum i miesza bogów i rody. Inni szeptali, że rodzina jest przeklęta.
Sąsiedzi zaczęli unikać jej drogi. Nawet listonosz przestał dostarczać listy, ale Elellanena wydawała się niewzruszona wstydem. Niosła się wyżej niż kiedykolwiek, włosy idealnie spięte, oczy płonęły pewnością. Gdy jedna z jej córek płakała podczas kolacji, spokojnie powiedziała: "Łzy są dla słabych.