Wyrzucona w wieku 15 lat, zbudowała tajną schron z ciepłym łóżkiem i ogrzewaną podłogą — i przetrwała zamiećWyrzucona w wieku 15 lat, zbudowała tajną schron z ciepłym łóżkiem i ogrzewaną podłogą — i przetrwała zamieć
Ingred Larsen miała 15 lat, gdy jej ciotka Elsa powiedziała jej, że musi wyjechać przed pierwszymi przymrozkami. Był koniec sierpnia 1883 roku w Elhorn na Terytorium Nebraski, a Elsa właśnie wyszła za mąż za farmera o imieniu Otto Schmidt.
Otto jasno i otwarcie wyraził swoje stanowisko, wykazując się pragmatyzmem człowieka, który dopasowywał każdy bochenek chleba, każdy worek mąki, każdy koc i każdą łyżkę smalcu do potrzeb swojego gospodarstwa domowego.
Nie miał zamiaru wspierać osieroconej siostrzenicy swojej nowej żony, skoro jego sześcioro dzieci, jego zdaniem, wymagało już wszelkich dostępnych środków. Dla niego Ingred nie była rodziną w żadnym sensownym sensie. Była kolejną osobą do wykarmienia, kolejnym ciałem zajmującym przestrzeń, kolejnym ciężarem niesionym bez rekompensaty.
Rodzice Ingred zmarli podczas epidemii błonicy, która wybuchła w Nebrasce w 1881 roku. Miała wtedy 13 lat. Jej ojciec, Lars Larsen, i matka, Karen Larsen, byli norweskimi imigrantami, którzy uprawiali 80 akrów ubogich pastwisk Nebraski.
Ich utrzymanie nigdy nie było łatwe. Ziemia była nędzna, marże niskie, długi trudne do spłacenia, a kiedy oboje rodzice zmarli w odstępie tygodnia, w domu nie było już sił, by oprzeć się nieuniknionemu.
Ziemia trafiła do banku na poczet niespłaconych długów. Nie było żadnego spadku w sensie praktycznym, żadnego rezerwy, żadnej poduszki ochronnej dla córki, która jeszcze nie dorosła. Po pogrzebie i rozliczeniu Ingred została wysłana do siostry matki, Elsy.
Przez dwa lata Ingrid pracowała na małym gospodarstwie Elsy, tak jak oczekiwano od dziewcząt w takich warunkach – bez wynagrodzenia, bez narzekania i bez wyraźnie zarysowanej przyszłości wykraczającej poza kolejny sezon. Pastwiła się kurami.
Pracowała w ogrodzie. Gotowała, sprzątała, nosiła, aportowała, szorowała, nosiła, łatała i pomagała przy wszelkich pracach, jakie były potrzebne, od rana do wieczora. W zamian otrzymywała słomiany materac w kącie głównego pokoju i wystarczającą ilość jedzenia, by przeżyć.
Nie było pensji, formalnego porozumienia, obietnicy ziemi, edukacji ani późniejszej niezależności. Była tylko ciągła egzystencja, dzień przechodził w kolejny, aż do momentu, gdy pojawił się jakiś inny układ, być może małżeństwo, służba gdzie indziej, a może coś jeszcze niewyobrażalnego.
Potem, w lipcu 1883 roku, Elsa wyszła za mąż za Otto, a niepewny układ, w którym żyła Ingrid, niemal natychmiast się skończył. Otto spojrzał na nią i zobaczył tylko wydatki. Dostrzegł racjonowanie żywności, którego będzie wymagała zima.
Zobaczył, że łóżka są już zatłoczone. Zobaczył własne dzieci i uznał, że wszelkie pozostałe schronienie i pożywienie powinno trafić do nich. Elsa, desperacko pragnąca zatrzymać drugiego męża po stracie pierwszego, zgodziła się. Choć współczuła, nie przeważyło to nad strachem przed utratą małżeństwa, które właśnie zapewniło jej pozycję.
Dała Ingrid czas do 1 września na znalezienie innego miejsca zamieszkania. 28 sierpnia Elsa wręczyła jej 9 dolarów – mniej niż wymagałaby uczciwość, ale więcej niż absolutne oddanie – oraz koc. Następnie kazała jej udać się do Elhorn i znaleźć pracę, może jako pomoc domowa, może w hotelu, i radzić sobie sama, tak jak wszyscy w końcu musieli.
Ingrid wzięła 9 dolarów i podjęła decyzję, która zadecydowała o jej przetrwaniu. Był to wybór zarazem desperacki i praktyczny, zrodzony z konieczności, ale ukształtowany przez pamięć i inteligencję.
Zamiast iść do miasta i szukać pracy, która prawdopodobnie oznaczałaby dla niej powrót pod inny dach i konieczność wykonywania nieodpłatnej lub niskopłatnej pracy, postanowiła zbudować ziemiankę, podziemne schronienie wykute w ziemi preriowej.
To nie była romantyczna decyzja. To była decyzja inżynierska podjęta przez piętnastoletnią dziewczynę, która zrozumiała, że schronienie liczy się bardziej niż wygląd i że konstrukcja, którą inni uznali za prymitywną, może być lepsza, jeśli tylko odpowiednio wykorzysta ciepło.
Kluczowy element w jej myśleniu pochodził z czegoś, co widziała lata wcześniej, kiedy jej ojciec jeszcze żył. Lars Larsen był zafascynowany starymi metodami budowlanymi. Czytał o rzymskich hypokaustach, starożytnych systemach grzewczych, w których gorące powietrze z palenisk przemieszczało się pod podłogami, aby ogrzać pomieszczenia na górze.
Kiedyś próbował zbudować małą wersję takiego układu, nie w domu, ale w kurniku, z przewodem kominowym biegnącym pod grzędą. Eksperyment okazał się zadziwiająco udany.
Mały ogień wytwarzał ciepło spalinowe i zamiast od razu tracić je kominem, sprawił, że przeszło pod ptakami, zanim uciekło. Podłoga nad przewodem kominowym się nagrzała. Ciepło utrzymywało się jeszcze przez jakiś czas, nawet po wygaśnięciu ognia.
Ingred pamiętała tę lekcję. Co więcej, pamiętała zasady, na których się opierała, ponieważ ojciec wyjaśnił jej je na tyle dokładnie, że idee pozostały wyraźne w jej umyśle nawet po jego śmierci.
Ciepło naturalnie unosi się do góry, powiedział, ale można je również skierować poziomo kanałami, jeśli są one prawidłowo zbudowane. Dym unoszący się z ognia nadal przenosi ciepło.
Ciepło to nie przestaje istnieć tylko dlatego, że płomienie są niewidoczne. Jeśli gorące spaliny zostaną przetransportowane, zanim wydostaną się na zewnątrz, powierzchnie na ich drodze mogą zostać ogrzane, a te ogrzane powierzchnie mogą nadal emitować ciepło. Innymi słowy, ciepło odpadowe nie musi być marnowane.
Wyrzucona z domu w wieku 15 lat, zbudowała sobie tajne schronienie z ciepłym łóżkiem i ogrzewaną podłogą, dzięki czemu przetrwała zamieć.