„TE DZIECI NIE SĄ MOJE!”… Porzucona w lesie w sukni ślubnej, myślała, że ​​to koniec… aż do momentu, gdy nieznajomy zatrzymał samochód — i wszystko się zmieniło.

Deszcz spadł niczym wyrok sądu na pustą autostradę za Asheville w Karolinie Północnej . Nie była to łagodna mżawka – to była gwałtowna burza, uderzająca w asfalt i odzwierciedlająca chaos w sercu Valerie Monroe .

Oto ona – widmowa postać w bieli, klęcząca przy pniu prastarego dębu. Kilka godzin wcześniej jej suknia ślubna symbolizowała nadzieję i nowy początek. Teraz była podarta, przemoczona błotem i przywierała do niej niczym ciężar, od którego nie mogła się uwolnić.

Ale to nie sukienka ją powstrzymywała.