„Tato… proszę, wróć do domu. Nie mogę już tego robić. Strasznie bolą mnie plecy”.
Drżący głos dziewięcioletniej Emmy Carter trzeszczał w słuchawce, przerywając spotkanie jej ojca w centrum Chicago.
Daniel Carter , odnoszący sukcesy dyrektor, zamarł w połowie dyskusji. Coś w jej głosie – surowym, rozpaczliwym – sprawiło, że przeszedł go dreszcz.
„Emma, kochanie, co się dzieje? Dlaczego bolą cię plecy?”
„Noszę Olivera cały dzień” – wyszeptała, walcząc ze łzami. „On nie przestaje płakać… a Stephanie mówi, że moim zadaniem jest się nim opiekować, kiedy ona odpoczywa”.
Oliver – syn Daniela, który niedawno urodził się z nową żoną – miał zaledwie osiemnaście miesięcy. Był zdecydowanie za ciężki, żeby dziecko mogło go nosić godzinami.
„Jak długo go trzymasz?”
„Odkąd wyszedłeś dziś rano… o ósmej. Jest już szósta.”