Poszedłem na górę się ubrać.
Reklama
Osunąłem się na podłogę. „Nie, nie, nie.”
Drzwi za mną cicho kliknęły.
„Ojej.”
Spojrzałem w górę.
Linda stała w drzwiach z uśmiechem. „Coś nie tak z twoją spódnicą?”
„Ty to zrobiłeś.”
Lekko wzruszyła ramionami. „Uratowałam cię przed ośmieszeniem”.
„Coś jest nie tak z twoją spódnicą?”
Reklama
Myślałam, że zacznę krzyczeć albo czymś rzucić.
Zamiast tego wszystko zamarło.
Otarłem twarz wierzchem dłoni. „Wiesz, możesz mieć rację. Może to nie było stosowne”.
Jej uśmiech odrobinę się poszerzył. „Cieszę się, że w końcu zachowujesz się rozsądnie”.
Ostrożnie wzięłam zniszczoną spódnicę w ramiona i wstałam. „Powinniśmy wprowadzić kilka zmian”.
Przeszedłem tuż obok niej.
„Powinniśmy wprowadzić kilka zmian.”
Reklama
Planistka podniosła wzrok, gdy położyłam spódnicę na stole przed nią.
"Co się stało?"
Pochyliłem się. „Potrzebuję twojej pomocy”.
Kiedy opowiedziałem jej o swoim planie, zadała mi tylko jedno pytanie.
„Jesteś pewien?”
„Tak” – powiedziałem. „Zdecydowanie.”
„Potrzebuję twojej pomocy.”
Kiedy drzwi kościoła się otworzyły, w pomieszczeniu zapadła cisza, zanim jeszcze zrobiłam pierwszy krok.
Reklama
Miałam na sobie prostą sukienkę w kolorze kości słoniowej z wieszaka na rzeczy awaryjne u organizatorki podróży.
Niosłam w ramionach zniszczoną spódnicę od kołdry.
Kawałki patchworku zwisały luźno w miejscach, gdzie były rozdarte. Plamy były widoczne pod światłem. Szepty rozchodziły się falami, gdy szłam przejściem.
Przy ołtarzu uśmiech Colina zmienił się w wyraz zmieszania.
Niosłam w ramionach zniszczoną spódnicę od kołdry.
„Co się stało?” wyszeptał, gdy do niego dotarłam.
Reklama
„Zaraz zrozumiesz”.
Położyłam zniszczoną spódnicę na małym stoliku obok nas. Potem skinęłam głową w stronę kabiny dźwiękowej.
Muzyka ucichła, a zamiast niej pojawiła się cicha ścieżka dźwiękowa fortepianu.