Już się śmieli, zanim dotarłem do przodu klasy. Szepty i uprzejme uśmieszki unosiły się tuż nad gwarem Dnia Kariery. Rodzice mieli prezentacje PowerPoint i wskaźniki laserowe, prawnicy, analitycy, architekci – wszyscy pokazywali rosnące wykresy i ogrody na dachach. A potem byłem ja – wyblakła flanela, zdarte buty, żółty kask i skórzany pas na narzędzia, który zostawiał na wypolerowanym biurku cienką smugę kurzu. Niektórzy uczniowie marszczyli nosy.
Mój stary, poplamiony smarem pas z narzędziami sprawił, że stałem się pośmiewiskiem Dnia Kariery — ale drżące wyznanie jednego chłopaka sprawiło, że śmiech przerodził się w ciężką ciszę.