Wtedy kompletnie straciła panowanie nad sobą. Złapała garnek zupy z kuchenki i oblała mnie wrzątkiem. Krzyknęłam, gdy wrząca zupa rozlała się po moim ramieniu i ręce. Wszędzie unosił się zapach kurczaka z makaronem.
„Nie ukradniesz mi syna dwa razy!” – wrzasnęła, gdy wybiegłam za drzwi.
Pojechałam prosto na izbę przyjęć. Pielęgniarka zrobiła zdjęcia oparzeń i wyciągnęła makaron z moich włosów, podając mi maść i leki przeciwbólowe. Zapytała, czy chcę zgłosić sprawę na policję, ale powiedziałam jej, że najpierw muszę porozmawiać z George’em.
Kiedy wróciłam do domu, George rzucił okiem na moje zabandażowane ramię i wpadł w panikę. Ale kiedy opowiedziałam mu, co się stało, początkowo mi nie uwierzył.
„Mama nigdy by czegoś takiego nie zrobiła” – powiedział, kręcąc głową. „Ostatnio jest po prostu przejęta Nicholasem, bo zbliżają się jego urodziny. Jesteś pewna, że przypadkiem czegoś nie przewróciłaś?”
Bez słowa pokazałam mu dokumenty z izby przyjęć i zdjęcia zrobione przez pielęgniarkę. Oparzenia wyraźnie przypominały plamy. Wciąż miałam we włosach resztki marchewki. Potem opowiedziałam mu o dokumentach adopcyjnych.
George zbladł. „Ona chce… adoptować nasze dziecko? To nie może być prawda”.
Zadzwonił do mamy. Natychmiast zaczęła szlochać, twierdząc, że jestem kłamczuchą, która znowu próbuje jej „ukraść Nicholasa”.
„Mam tu dokumenty, George!” – płakała przez telefon. „Twoja dziewczyna jest samolubna. Nicholas zasługuje na kogoś lepszego. Pewnie nawet nie jest w ciąży. Widziałaś USG?”
Ten komentarz sprawił, że George się zatrzymał. Staraliśmy się od dwóch lat, a on był obecny na każdej wizycie u lekarza. „Mamo, z jakim prawnikiem rozmawiałaś?” zapytał, a jego głos stwardniał.
„To nieważne!” odparła defensywnie. „Liczy się odzyskanie Nicholasa. Już udekorowałam jego pokój… to znaczy pokój dziecięcy w moim domu”.
George rozłączył się i spojrzał na mnie szeroko otwartymi z przerażenia oczami. „Ona oszalała. Zadzwonię do taty”.
Kiedy tata George’a usłyszał, co się stało, nie był zaskoczony. „Twoja mama potrzebuje pomocy” – powiedział poważnie. „Planowała to od miesięcy. Kupowała ubranka dla dzieci i mówiła sąsiadom, że adoptuje. Znalazłam konto oszczędnościowe, które opisała jako „Fundusz Drugiej Szansy Nicholasa” z 30 000 dolarów na koncie. Rozmawiała ze starymi zdjęciami Nicholasa, mówiąc im, że wkrótce wróci do domu”.
George był przerażony. Nie miał pojęcia, że jego mama jest w tak złym stanie.
Następnego dnia Margaret pojawiła się w naszym mieszkaniu nieproszona, niosąc nowiutki fotelik samochodowy i torbę na pieluchy, udając, że nic się nie stało.
„Przyniosłam zapasy na czas, kiedy Nicholas wróci ze mną do domu” – oznajmiła, próbując przepchnąć się obok mnie do naszego domu.
George zablokował drzwi. „Mamo, spaliłaś moją narzeczoną zupą. Nie adoptujesz naszego dziecka. Nie jesteś tu mile widziana”.
„Nikogo nie spaliłam” – powiedziała, a jej głos stawał się coraz wyższy i bardziej nerwowy. „To ona próbuje mnie spalić,
Trzymać Nicholasa z daleka! Mam prawa! Jestem jego matką!”
„Nicholas nie żyje, mamo” – powiedział cicho George, a jego głos się łamał. „To *nasze* dziecko. Nie Nicholas”.
Margareta zaczęła krzyczeć, oskarżając nas o „ponowne zamordowanie Nicholasa” i grożąc, że jej prawnik się o tym dowie. Twierdziła, że już powiedziała szpitalowi, że jest matką dziecka i ma pełnomocnictwo.
George zadzwonił do swojego taty, a oni zdecydowali, że Margaret potrzebuje natychmiastowej oceny psychiatrycznej.
Kiedy przyjechali ratownicy medyczni, znaleźli ją siedzącą na korytarzu, kołyszącą pustym fotelikiem samochodowym w przód i w tył, śpiewającą kołysankę i nazywającą puste miejsce „Nicholas”.