Evelyn otworzyła drzwi w jedwabnym szlafroku.
Tej nocy Catherine dostała SMS-a z nieznanego numeru: WRACAJ DO DOMU. MUSIMY POROZMAWIAĆ. Jej twarz zbladła. „Evelyn nigdy nie pisze SMS-ów” – wyszeptała. „Nienawidzi płyt”. Puls walił mi jak młotem. „Nie idziemy sami” – powiedziałam.
Umówiliśmy się z detektywem, żeby był w pobliżu i pojechaliśmy do domu Evelyn z bramą. Kamienne kolumny, przycięte żywopłoty, okna jak lustra – wszystko wypolerowane, nic ciepłego. Catherine mruknęła: „Zawsze czułem się jak na scenie”. Powiedziałem: „Wtedy przestajemy udawać”.
Evelyn otworzyła drzwi w jedwabnym szlafroku, uśmiechając się, jakby była właścicielką powietrza. Zmierzyła Catherine wzrokiem od góry do dołu. „Proszę bardzo” – powiedziała, jakby Catherine była torebką, którą gdzieś zgubiła. Jej wzrok padł na mnie i zacisnął się. „Laura. Wyglądasz na zmęczoną”.
Złapałem się za framugę drzwi.
„Ukradłeś mi córkę” – powiedziałem. Uśmiech Evelyn pozostał, ale jej wzrok stwardniał. „Dałem jej życie” – odparła. Catherine zrobiła krok naprzód, a jej głos drżał z wściekłości. „Kupiłeś mnie” – powiedziała. „Jak meble”.
Evelyn syknęła: „Uważaj, co mówisz”. Za nią rozległy się kroki i w holu pojawił się mężczyzna. Starszy, cięższy, ale o tej samej posturze. Frank.
Pokój zawirował. Złapałam się framugi drzwi. „Frank” – powiedziałam, a imię smakowało mi krwią. Spojrzał na mnie jak na zaległy rachunek. „Laura” – powiedział beznamiętnie.
Frank próbował brzmieć rozsądnie.
Catherine wyszeptała: „Tato”, a jej głos się załamał. Ja odzyskałem swój siłą. „Pochowałem cię” – powiedziałem. „Zorganizowałem pogrzeb. Błagałem Boga, żeby przestał”. Frank zacisnął szczękę. „Zrobiłem to, co musiałem” – powiedział.
„Zabrałeś nasze dziecko.”
Evelyn wślizgnęła się gładko jak lód. „Uratował ją z opresji” – powiedziała. Oczy Catherine zabłysły. „Zamknąłeś mnie i nazwałeś to miłością” – odkrzyknęła.
Frank starał się brzmieć rozsądnie. „Byłaś bezpieczna” – powiedział Catherine. „Miałaś wszystko”. Catherine zaśmiała się raz, ostro i wilgotno. „Poza moją matką” – powiedziała. Potem, ciszej, zapytała: „Dlaczego mnie z nią zostawiłeś?”. Frank otworzył usta i zamknął je.
Pojawił się ochroniarz i zamarł.
Lakier Evelyn pękł. „Mówiłeś, że to pozostanie czyste” – syknęła do niego. Frank warknął: „Mówiłeś, że nikt jej nie znajdzie”. Evelyn rzuciła się na torebkę Catherine, a Catherine zatoczyła się do tyłu.
Złapałem Evelyn za nadgarstek, zanim zdążyła wyrwać mi teczkę. Jej paznokcie wbiły się w moją skórę, a jej oczy oszalały. „Puść” – syknęła. Pochyliłem się. „Nie tym razem” – powiedziałem.
Pojawił się ochroniarz, zamarł. Catherine drżała, ale uniosła brodę. „Nie będziesz moim tatą” – powiedziała do Franka wyraźnym głosem. Frank wzdrygnął się, jakby go uderzyła.