Lekarz, który trzymał mnie za rękę! Historia straty, uzdrowienia i nadziei!

Jego wsparcie, choćby dyskretne, zasiało istotne ziarno: ziarno  trwałej nadziei .

Odbudowa krok po kroku

Po ciężkich przejściach przychodzi czas na odbudowę. Powolną, nierówną, czasem zniechęcającą… ale możliwą.

Stopniowo wracam do rutyny: wychodzę na świeże powietrze, rozmawiam, kiedy mam na to siłę. Te drobne działania, razem wzięte, pozwalają mi iść naprzód.

Znajduję ukojenie także w prostych rytuałach: pisaniu, ogrodnictwie, tworzeniu… Te chwile stają się kojącymi bąbelkami w wciąż kruchej codzienności.

Dzięki wsparciu i rozmowom z innymi ludźmi czuję się mniej samotny.

Przemiana bólu w siłę

Z czasem następuje transformacja. Ból nie znika całkowicie, ale ewoluuje.

Czuję potrzebę nadania sensu temu, przez co przeszłam: pomagania, dzielenia się, podnoszenia świadomości… robię wszystko, by przekształcić tę ciężką próbę w siłę napędową.

W tym procesie rodzi się nowa energia, chęć wniesienia wkładu i udzielenia pomocy.

Nowe światło

Nawet po najgwałtowniejszych burzach znajduję chwile słodyczy: uśmiech, miłe wspomnienie, chwilę spokoju… tak wiele małych światełek, które stopniowo pojawiają się na nowo.

Ta ścieżka nigdy nie jest liniowa. Składa się z wzlotów i upadków, postępów i przerw. Ale każdy krok się liczy.

A przede wszystkim przypomina mi to o jednej istotnej rzeczy: moja zdolność do podnoszenia się jest o wiele większa, niż sobie wyobrażałem.

Nawet w najciemniejszych chwilach można rozpalić iskrę na nowo i dać nową chęć do  życia .